Boję się otworzyć lodówkę… Tam też jest Linux !

Do dzisiejszego wpisu dojrzewałem powoli ale niestety musiałem gdzieś się wyżalić. Sprawa wydaje się dosyć trywialna ale niestety taka nie jest.

Otóż zbudowałem sobie małe wirtualne laboratorium: host ESX i ESXi do tego serwer z vCenter oraz serwer służący jako iSCSI Target. Docelowa konfiguracja miała zapewnić mi do testów środowisko z automatyczną migracją maszyn w przypadku niedostępności któregoś z serwerów ESX przy użyciu VMware DRS (Distributed Resource Scheduling).

Do rozwiązania iSCSI wybrałem dystrybucję Linuxa Openfiler. Wszystko było już mniej więcej dobrze skonfigurowane jedyne czego mi brakowało do zakończenia konfiguracji to współdzielony storage i na nim wirtualne maszyny.

Ostatnim etapem była migracja maszyn z ESX na serwer iSCSI. Na samym początku próbowałem skopiować maszyny na współdzielony dysk poprzez klienta vSphere. Operacja zapewne doszłaby do skutku gdyby nie dwa problemy: zrywanie transferu z niewiadomych przeczyn (zero informacji w logach) a druga to masakrycznie ogromny czas kopiowania (1 maszyna o rozmiarze około 5GB kopiowałaby się ponad 300 minut ! ). Następnie próbowałem podmontować dysk openfilera do VMware Workstation – nie udało się. Następna próba to zamontowanie w Windowsie partycji linuxowej – kolejne niepowodzenie. Okazało się, że Openfiler korzysta z LVM (w sumie przy tworzeniu zasobu nie zwracałem na to uwagi), który nie jest obsługiwany przez driver http://www.fs-driver.org/. Kolejny pomysł na migrację to instalacja Ubuntu jako maszyna wirtualna i próba dostania się do partycji LVM i skopiowanie tam maszyn. Oczywiście znowu porażka.

Kolejny pomysł to instalacja Vmware Server pod Ubuntu. Oczywiście kolejna porażka bo przy próbie kompilacji sterowników do sieciówki wywalało piękny błąd. Oczywiście kolejne dwie godziny spędzone na szukaniu rozwiązania z uwalaną co chwilę kompilacją również zakończona “sukcesem”.

Rozochocony kolejnymi sukcesami w moim wirtualnym laboratorium w akcie zemsty rytualnie po wypicu kolejnej już herbaty wykasowałem wszelkie żyjące i nie żyjące pingwiny z komputera.

Na koniec oczywiście powróciłem do rozwiązania od którego zacząłem (chciałem pobawić się Linuxem i rzeczywiście zabawa była przednia :) )czyli Starwind iSCSI Target (wersja darmowa jak najbardziej wystarczy) a straciłem jedynie kilka dni na konfigurację (czy wspominałem, że Openfiler aktywnie odmawiał przyjęcia routingu jaki chciałem mu skonfigurować ?).

Koniec końców obejrzyjcie filmik z zainstalowanym Ubuntu na smartphonie HTC Touch Pro2 (to w sumie  dlatego taki tytuł wpisu a nie inny)- źródło.

YouTube Preview Image

Na chwilę obecną jestem w długiej separacji z Linuxem – może się jeszcze zejdziemy w stosownym czasie.

PS. Nie żebym nie lubiał Linuxów ale nie jestem już studentem z 14 godzinami czasu wolnego co dzień i dla mnie liczy się rozwiązanie, które zadziała od razu i nie będę musiał się przekopywać przez pół Internetu w celu znalezienie rozwiązania.

Dlaczego wirtualizuję z VMware ?

Od premiery wersji RTM Windows Server 2008 miałem przyjemność pracować w domu na tym systemie (link do wpisów http://wojcieh.net/tag/quiz2008pl/). Nie mógłbym zarzucić systemowi nic jednak jest pewna rzecz, która sprawiła iż przesiadłem się z systemu serwerowego na rzecz systemu klienckiego (Windows 7).

Otóż problemem dla osób korzystających z wirtualizacji na komputerze domowym jest wirtualizacja systemu “rodzica” jak i “gości” (parent i guest OS). W normalnym środowisku serwerowym na komputerze produkcyjnym nie instaluje się kart graficznych takich jakie instaluje się w komputerach domowych (wiadomo wyjątkiem są tutaj karty do obróbki 3D). W związku z tym przy użyciu standardowych sterowników do grafiki na serwerze produkcyjnym nie zauważymy żadnych problemów z wydajnością systemu czy problemów z mumltimediami.

Niestety jednak jeżeli posiadamy multimedialną kartę graficzną i chcemy korzystać z dobrodziejstw multimediów (gry, filmy, muzyka) na komputerze z zainstalowanym Windows Server 2008 / R2 z rolą Hyper-V zaczynaja się problemy.

Otóż w takim zwirtualizowanym systemie (parent OS) sterowniki do karty graficznej zaczynaja powodować problemy z wydajnością multimediów. Objawią się to skrzeczeniem, charczeniem czy zacinaniem muzyki po uruchomieniu dowolnego odtwarzacza muzycznego, filmy prz starcie zacinaja się jakby system nie miał dostępnych zasobów a gry uruchamiają się długo wraz z charczeniem i zacinaniem się dźwięku.

Problem można zminimalizować wyłączając Desktop Experience w systemie jednak nie rozwiązuje to problemu.

Microsoft zna problem i niestety stwierdził, że rozwiązanie wydajności multimediów nie jest dla nich priorytetem. Tutaj jak najbardziej zgadzam się z Microsoftem no bo jaki odsetek ludzi będzie używał systemu serwerowego do zastosowań domowych.

Najśmieśniejsze jest to, że problem z wydajnością multimediów nie występował w wersji RTM hyperwizora. Po zainstalowaniu wymaganej poprawki  http://support.microsoft.com/kb/950050 do Windows Server 2008 problem zaczął występować.

Na forum Microsoftu jest bardzo długi wątek w którym wypowiadają się również osoby z Microsoftu. Wątek nosi tytuł Poor Host System Performance after RC1 Update (RTM as Well) i można go sobie poczytać tutaj.

Po tak długaśnym wstępie pare słów dlaczego zacząłem wirtualizować swoje wirtualne środowisko przy użyciu VMware. Otóż korzystałem również z darmowego Virtualboxa, który działa również świetnie i spełnia moje oczekiwania jednakże do zmiany hyperwizora nakłoniły mnie kilka rzeczy.

Po pierwsze chciałbym nauczyć się czegoś nowego tak, aby nie być zamkniętym tylko na jedną technologię (Hyper-V) a po drugie w pracy używamy tylko VMware. Po trzecie (w sumie miało nie być 3 powodów :) ) VMware ma jednak większą część rynku wirtualizacji co skutkuje tym, że statystycznie będzie występował częściej w przedsiębiorstwach.