Odmień swoją stronę WWW – użyj Google Font
Od bardzo dawna ludzie starają się upiększać swoje samochody, domy czy siebie samych. To samo tyczy się stron w Internecie. Sposobów na upiększenie / dodanie nowego uroku stronie internetowej jest bardzo dużo: ładne logo, niebanalny design, „bajery” w postaci elementów AJAXowych czy efekty Flash.
Często zapominaną kwestią w tworzeniu stron internetowych są czcionki użyte do prezentacji treści. Dosyć niedawno został zatwierdzony standard Web Open Font Format można o tym poczytać tutaj http://webhosting.pl/WOFF.Microsoft.stawia.na.standard.fontow.webowych.Mozilli .
Ciekawe rozwiązanie wprowadził Google a jest to Google Font Api http://code.google.com/apis/webfonts/ – więcej można przeczytać na http://webhosting.pl/Font.Previewer.stworz.CSS.dla.dowolnego.fontu.z.googleowego.Font.API.
Google Font Api pozwala na użycie 18 czcionek na swojej stronie www. Oto przykładowe czcionki:
Oczywiście w największej platformie blogowej jaką jest WordPress nie trzeba było długo czekać i pojawił się świetny plugin dzięki, któremu można użyć go na swoim blogu. Nazwa rozszerzenia to WP Google Fonts a adres do pobrania to http://wordpress.org/extend/plugins/wp-google-fonts/ lub ze strony autora http://adrian3.com/projects/wordpress-plugins/wordpress-google-fonts-plugin/
WięcejWTW – mój nowy komunikator
Drogi czytelniku zapewne skrót WTW nie mówi Ci za dużo. Równie dobrze mógłbyś zadać mi pytanie WTF?
Śpieszę z wyjaśnieniami. Otóż WTW jest darmowym komunikatorem obsługującym protokół gadu-gadu oraz wiele innych.
Dla mnie WTW od ponad dwóch miesięcy jest podstawowym klientem sieci gadu gadu.
W mojej historii używałem kilku klientów sieci gadu gadu:
- oryginalny klient bodajże do wersji 7 – zamieniony z powodu irytujących reklam
- Konnekt – świetny klient gadu gadu i nie tylko – zamieniony na innego klienta z powodu braku rozwoju projektu
- Pidgin – również bardzo dobry multikomunikator jednak w systemie 64 bitowym miewał problemy i się wieszał
- AQQ – coś mi w nim nie pasowało – po prostu go nie polubiłem
Obecnym komunikatorem jest WTW. Jestem z niego bardzo zadowolony ponieważ:
- po prostu działa tak jak powinien
- nie wiesza się z niewiadomych przyczyn
- bardzo częste aktualizacje i nowości
- jest mikroskopijny w stosunku do kobyły jaką jest oryginalny klient gadu gadu
- posiada rozszerzenia
- jest mega szybki
To głowne zalety które są bardzo istotne dla mnie.
Dokładniej o kliencie WTW można przeczytać na stronie projektu http://wtw.k2t.eu/
WięcejSystem nie wykrywa poprawnie pendrive – rozwiązanie problemu
W dniu dzisiejszym dostałem od kolegi na pendrive materiały do nauki. Nie byłoby w tym wydarzeniu nic szczególnego poza jednym małym faktem. Otóż kolega używa systemu firmy Apple Mac OS X i musiał sformatować mojego pendriva, który miał format plików NTFS do FAT.
Po szybkim formacie już w domu gdy przyszedłem po całkiem pracowitej niedzieli okazało się, że system nie rozpoznaje pendrive. Byłem bardzo zdziwiony bo takich problemów nie powinno być. Nie dbając zbytnio o materiały na pendrive chciałem go sformatować ale pojawił się pewien problem. Otóż podawany rozmiar przez Windowsa to 200MB co jest nieprawdą bo pendrive ma 16GB.
Na pierwszy rzut poszedł Windowsowy manager dysków – tutaj pierwsza porażka. Kolejnym krokiem była próba użycia diskpart. Niestety diskpart również nie poradził sobie z usunięciem partycji na pendrive. Mając na czarną godzinę zachowany obraz Ubuntu wrzuciłem go szybko na maszyne wirtualną i próbowałem naprawić błąd. Co prawda przy użyciu gparted udało mi się usunąć partycje jednak każda próba utworzenia nowej nie udawała się.
Byłem już trochę wkurzony bo przecież nie robiłem z pendrivem jakichś dziwnych czynności. Ale na szczęście udało się znaleźć rozwiązanie.
Rozwiązaniem problemu okazał się program HP USB Disk Storage Format Tool do ściągniecią możliwy np stąd.
Program jest bardzo prosty jednakże w 100% rozwiązuje problem.
Program ten bez żadnych ceregieli naprawił partycje na pendrive i dzięki temu dalej mogę się cieszyć swoim sprzętem.
WięcejBoję się otworzyć lodówkę… Tam też jest Linux !
Do dzisiejszego wpisu dojrzewałem powoli ale niestety musiałem gdzieś się wyżalić. Sprawa wydaje się dosyć trywialna ale niestety taka nie jest.
Otóż zbudowałem sobie małe wirtualne laboratorium: host ESX i ESXi do tego serwer z vCenter oraz serwer służący jako iSCSI Target. Docelowa konfiguracja miała zapewnić mi do testów środowisko z automatyczną migracją maszyn w przypadku niedostępności któregoś z serwerów ESX przy użyciu VMware DRS (Distributed Resource Scheduling).
Do rozwiązania iSCSI wybrałem dystrybucję Linuxa Openfiler. Wszystko było już mniej więcej dobrze skonfigurowane jedyne czego mi brakowało do zakończenia konfiguracji to współdzielony storage i na nim wirtualne maszyny.
Ostatnim etapem była migracja maszyn z ESX na serwer iSCSI. Na samym początku próbowałem skopiować maszyny na współdzielony dysk poprzez klienta vSphere. Operacja zapewne doszłaby do skutku gdyby nie dwa problemy: zrywanie transferu z niewiadomych przeczyn (zero informacji w logach) a druga to masakrycznie ogromny czas kopiowania (1 maszyna o rozmiarze około 5GB kopiowałaby się ponad 300 minut ! ). Następnie próbowałem podmontować dysk openfilera do VMware Workstation – nie udało się. Następna próba to zamontowanie w Windowsie partycji linuxowej – kolejne niepowodzenie. Okazało się, że Openfiler korzysta z LVM (w sumie przy tworzeniu zasobu nie zwracałem na to uwagi), który nie jest obsługiwany przez driver http://www.fs-driver.org/. Kolejny pomysł na migrację to instalacja Ubuntu jako maszyna wirtualna i próba dostania się do partycji LVM i skopiowanie tam maszyn. Oczywiście znowu porażka.
Kolejny pomysł to instalacja Vmware Server pod Ubuntu. Oczywiście kolejna porażka bo przy próbie kompilacji sterowników do sieciówki wywalało piękny błąd. Oczywiście kolejne dwie godziny spędzone na szukaniu rozwiązania z uwalaną co chwilę kompilacją również zakończona „sukcesem”.
Rozochocony kolejnymi sukcesami w moim wirtualnym laboratorium w akcie zemsty rytualnie po wypicu kolejnej już herbaty wykasowałem wszelkie żyjące i nie żyjące pingwiny z komputera.
Na koniec oczywiście powróciłem do rozwiązania od którego zacząłem (chciałem pobawić się Linuxem i rzeczywiście zabawa była przednia
)czyli Starwind iSCSI Target (wersja darmowa jak najbardziej wystarczy) a straciłem jedynie kilka dni na konfigurację (czy wspominałem, że Openfiler aktywnie odmawiał przyjęcia routingu jaki chciałem mu skonfigurować ?).
Koniec końców obejrzyjcie filmik z zainstalowanym Ubuntu na smartphonie HTC Touch Pro2 (to w sumie dlatego taki tytuł wpisu a nie inny)- źródło.
Na chwilę obecną jestem w długiej separacji z Linuxem – może się jeszcze zejdziemy w stosownym czasie.
PS. Nie żebym nie lubiał Linuxów ale nie jestem już studentem z 14 godzinami czasu wolnego co dzień i dla mnie liczy się rozwiązanie, które zadziała od razu i nie będę musiał się przekopywać przez pół Internetu w celu znalezienie rozwiązania.
WięcejDlaczego wirtualizuję z VMware ?
Od premiery wersji RTM Windows Server 2008 miałem przyjemność pracować w domu na tym systemie (link do wpisów http://wojcieh.net/tag/quiz2008pl/). Nie mógłbym zarzucić systemowi nic jednak jest pewna rzecz, która sprawiła iż przesiadłem się z systemu serwerowego na rzecz systemu klienckiego (Windows 7).
Otóż problemem dla osób korzystających z wirtualizacji na komputerze domowym jest wirtualizacja systemu „rodzica” jak i „gości” (parent i guest OS). W normalnym środowisku serwerowym na komputerze produkcyjnym nie instaluje się kart graficznych takich jakie instaluje się w komputerach domowych (wiadomo wyjątkiem są tutaj karty do obróbki 3D). W związku z tym przy użyciu standardowych sterowników do grafiki na serwerze produkcyjnym nie zauważymy żadnych problemów z wydajnością systemu czy problemów z mumltimediami.
Niestety jednak jeżeli posiadamy multimedialną kartę graficzną i chcemy korzystać z dobrodziejstw multimediów (gry, filmy, muzyka) na komputerze z zainstalowanym Windows Server 2008 / R2 z rolą Hyper-V zaczynaja się problemy.
Otóż w takim zwirtualizowanym systemie (parent OS) sterowniki do karty graficznej zaczynaja powodować problemy z wydajnością multimediów. Objawią się to skrzeczeniem, charczeniem czy zacinaniem muzyki po uruchomieniu dowolnego odtwarzacza muzycznego, filmy prz starcie zacinaja się jakby system nie miał dostępnych zasobów a gry uruchamiają się długo wraz z charczeniem i zacinaniem się dźwięku.
Problem można zminimalizować wyłączając Desktop Experience w systemie jednak nie rozwiązuje to problemu.
Microsoft zna problem i niestety stwierdził, że rozwiązanie wydajności multimediów nie jest dla nich priorytetem. Tutaj jak najbardziej zgadzam się z Microsoftem no bo jaki odsetek ludzi będzie używał systemu serwerowego do zastosowań domowych.
Najśmieśniejsze jest to, że problem z wydajnością multimediów nie występował w wersji RTM hyperwizora. Po zainstalowaniu wymaganej poprawki http://support.microsoft.com/kb/950050 do Windows Server 2008 problem zaczął występować.
Na forum Microsoftu jest bardzo długi wątek w którym wypowiadają się również osoby z Microsoftu. Wątek nosi tytuł Poor Host System Performance after RC1 Update (RTM as Well) i można go sobie poczytać tutaj.
Po tak długaśnym wstępie pare słów dlaczego zacząłem wirtualizować swoje wirtualne środowisko przy użyciu VMware. Otóż korzystałem również z darmowego Virtualboxa, który działa również świetnie i spełnia moje oczekiwania jednakże do zmiany hyperwizora nakłoniły mnie kilka rzeczy.
Po pierwsze chciałbym nauczyć się czegoś nowego tak, aby nie być zamkniętym tylko na jedną technologię (Hyper-V) a po drugie w pracy używamy tylko VMware. Po trzecie (w sumie miało nie być 3 powodów
) VMware ma jednak większą część rynku wirtualizacji co skutkuje tym, że statystycznie będzie występował częściej w przedsiębiorstwach.
Zakończmy żywot Internet Explorer 6
Ostatnio na kilku blogach które czytam autorzy dołączyli do akcji zaprzestania używania Internet Explorera w wersji 6 http://michal.osmenda.com/2009/12/23/uwaga-dla-uzytkownikow-internet-explorer-6/ oraz http://wampir.mroczna-zaloga.org/archives/783-ie-60-do-lamusa.html i http://www.w2k.pl/ie-na-koniec-roku/ .
Z ciekawości sprawdziłem statystyki bloga w google analytics i jednak Internet Explorer 6 żyje (około 22% wejść na bloga).
Postanowiłem więc, że i ja dołączę do akcji anty Internet Explorer 6 i skorzystałem z gotowego skryptu http://code.google.com/p/ie6-upgrade-warning/ a na mojej stronie ostrzeżenie w IE6 prezentuje się następująco.
Jeżeli chciałbyś przyłączyć się do tej akcji to mogę polecić kilka stron z gotowymi skryptami:
Mam nadzieję, że chociaż kilka osób na moim skorzysta z tej akcji.
Więcej













